Generalnie czynne mamy zawsze. Rejestracja

Tesla vs Lovecraft PS4 - Recenzja

Tesla vs Lovecraft - okładka
  • 12+
  • Przemoc
Producent Wydawca Platforma Ostatnia Modyfikacja
10tons Ltd. 10tons Ltd. PS4 2018-03-22 10:40:04
6 / 10

Na Plus

  • Ciekawe Ultra Perki
  • Poziomy wczytują się wręcz natychmiastowo
  • Czuć duch Crimsonland

Na Minus

  • Pierwsze przejście gry bardzo nudne
  • Nudne bronie
  • Mało różnorodni przeciwnicy
  • Trochę mało tego Lovecrafta...
avatar

Ukarzyciel
901 pkt.

ranga

Tesla vs Lovecraft, jak sama nazwa wskazuje, traktuje o pojedynku dwóch wizjonerów - jeden z nich to genialny naukowiec, którego pomysłowość nie ma końca, drugi natomiast to pisarz niepokojących powieści o kulcie Cthulhu, którego wyobraźnia jest nie z tego świata. Oboje postawili po sobie niezły dorobek, kompletnie różny, niejako stojący po przeciwległych stronach spektrum romantyzmu i nauki. Nic dziwnego, że 10tons Ltd. właśnie tych dwóch wybrało sobie na bohaterów swojej najnowszej produkcji, z jednej strony twarda i elektryzująca nauka, z drugiej natomiast wijący się cień macek niewyobrażalnie potwornych kreatur...

Jeśli nazwa developera nic Wam nie mówi to śpieszę z przypomnieniem, że 10tons Ltd. to twórcy kultowego już Crimsonland, twin stick shootera, który niegdyś święcił triumfy na PeCetowym poletku. I fakt ten przekonał mnie, żeby w TvsL zainwestować swój czas (no i byłem ciekawy jak przedstawiony zostanie konflikt rzeczonych panów) i przyznaję, że o ile dostałem to czego się spodziewałem - chaotyczny, nieco zwariowany twin stick shooter z masą przeciwników na ekranie, tak nieco się zawiodłem.

Tytułowy Nikola Tesla zostaje tu przedstawiony w roli głównego bohatera, którego opanowany przez mroczne siły Lovecraft, próbuje przekonać, że wynalazki Tesli są czymś, czego on nie pojmuje i powinien zaprzestać kontynuowania swoich badań. Nikola jednak jest człowiekiem nauki i czcze, niczym nie podparte groźby nie są wstanie zatrzymać jego wrodzonego pociągu do rozwoju. W tej sytuacji propagator kultu Cthulhu, Lovecraft, stara się więc zniszczyć dorobek Tesli.

Tesla vs Lovecraft - Recenzja (PS4) - Screen #1

I tak gracz zostaje wrzucony w wir wydarzeń - na kilkudziesięciu poziomach musi wybić wszelkie plugastwo, które najwidoczniej Lovecraft wzywa z mrocznych otchłani Przedwiecznych. Każdy z poziomów jest zamknięty i wypełniony dziesiątkami przeciwników, którzy bez ustanku prą w kierunku gracza - należy pozbyć się ich jak najszybciej, bo kolejne fale pojawiają się bez ustanku, zalewając poziom coraz bardziej.

Nie zamierzam dać satysfakcji owym, ograniczonym, zazdrosnym indywiduom, które próbują udaremnić me wysiłki. Nie są oni dla mnie niczym więcej, niż zarazkami jakiejś obrzydliwej choroby. Świat nie jest gotowy na mój projekt.Nikola Tesla

Żeby nie było to jednak tak niesprawiedliwie, Tesla nie jest zupełnie bezbronny - jak to w twin stick shooterach bywa - pożogę siejemy za pomocą kilku różnych (raczej nijakich) broni palnych i okazjonalnych znajdziek, które losowo pojawiają się na mapie. Znajdźki te pełnią rolę gadżetów, jakie Tesla mógł wymyślić i tak mamy np. Cewki tesli, które postawione rażą znajdujących się w ich zasięgu przeciwników, czy też np. Chmura ionów, która zatrzymuje wrogów lekko ich raniąc. Dodatkową pomocą jest także plecak Tesli pozwalający nam na robienie szybkich uników/teleportów w danym kierunku i są one kluczowe dla przeżycia gracza, gdyż pozwalają na ucieczkę z wydawałoby się niemożliwych sytuacji. Teleporty są ograniczone i żeby znów z nich korzystać musimy chwilę odczekać.

Tesla vs Lovecraft - Recenzja (PS4) - Screen #2

I jakby wynalazków było mało, to całości dopełnia i robot Tesli. Tak jest, robot - po zebraniu rozrzuconych na mapie części robota, Tesla przywdziewa zbroje robota i na kilkanaście sekund to Tesla jest górą, gdyż robot jest całkiem wytrzymały i ma dużo większą siłę ognia. Po wykorzystaniu stalowego pomocnika rozpada się on na części i jeśli chcemy z niego korzystać ponownie, to znów musimy odnaleźć jego części. W późniejszych poziomach korzystanie z tego dobrodziejstwa jest wręcz główna taktyką na przeżycie.

Całości tego zwariowanego tałatajstwa, jakie Tesla ze sobą nosi, dopełnia system perków i stałych ulepszeń - Perki stanowią rolę tymczasowych (resetują się co 'planszę') wzmocnień naukowca, po zabiciu wystarczającej ilości przeciwników poziom Tesli wzrasta, co pozwala nam na wybranie jednego z dwóch losowo wybranych perków. Zabieg ciekawy i żywcem wyniesiony z Crimsonlanda, jest o tyle przyjemny, że grając nawet ten sam poziom po raz kolejny, dzięki różnym perkom wydaje się, że gramy trochę inaczej. Świetnym rozwinięciem tego są Ultra Perki - super rzadkie, ale też super mocne wzmocnienia pozwalające np. na używanie teleportującego plecaka Tesli bezustannie, nie czekając na jego odnowienie.

I wszystko byłoby wspaniale i kolorowo gdyby nie mały szczegół - cała gra jest potwornie źle zbalansowana. Wszystkie poziomy da się ukończyć w około dwie godziny i gra praktycznie nie stanowi żadnego wyzwania, dość powiedzieć, że do ostatniego poziomu nie zginąłem ani razu... I twórcy w tym momencie też stwierdzili, że jest coś nie tak, i żeby to przykryć wrzucają gracza jeszcze raz w dokładnie te same poziomy, ale ze zwiększonym poziomem trudności (poziomów jest 3, wyższe poziomy dostępne są po przejściu niższego).

Tesla vs Lovecraft - Recenzja (PS4) - Screen #3

Większość Graczy po przejściu podstawowego poziomu trudności (jeśli nie umrze z nudów w połowie) nie będzie kontynuowała rozgrywki na tych samych miejscówkach - a trochę szkoda, bo dopiero w tym momencie TvsL nabiera koloru. Na mapach robi się trudniej, trzeba już przyjmować taktykę na przetrwanie, trzeba myśleć nad priotytetowaniem akcji i tym, co zrobimy zaraz. Dodatkowo podczas rozgrywki na wyższych poziomach trudności pojawiają się specjalne kryształy, które służą do stałego zwiększania bojowej możliwości Tesli - czy to zwiększając ilość możliwych teleportów, wytrzymałość robota czy choćby możliwość 'przelosowania' perków dostępnych przy okazji level upa.

Wszystko to jest świetne, ale powinno być od razu! Pierwszy poziom trudności jest kompletnie niepotrzebny, sztucznie wydłuża rozgrywkę i zwyczajnie nudzi. Nudzi podwójnie, bo nie dość, że jest super łatwo (wręcz obraża gracza), to bronie i power upy, jakie Tesla może znaleźć odblokowują się po przejściu odpowiednich poziomów. Czyli pierwsze przejście gry jest tak naprawdę tutorialem, który potem musimy grać znów (tylko z właściwym już balansem).

Nie pomaga w tym całym galimatiasie to, że mimo świetnego bestiariusza, jaki dostarcza proza H.P. Lovecrafta, plugastwa z jakimi przychodzi nam się zmierzyć są nijakie i brzydkie. Zasada ‘biegaj dookoła i łap robota’ działa cały czas i na każdym poziomie trudności. Na kilku poziomach pojawiają się też bossowie, których policzyć można na palcach jednej ręki - i tu po raz kolejny brak jakiegoś konkretnie zrealizowanego pomysłu. Ot gąbki na pociski, tylko czasem ktoś się teleportuje, bądź wypluje naprowadzający pocisk, nic ciekawego.

Tesla vs Lovecraft - Recenzja (PS4) - Screen #4

Życie jest doprawdy ohydne, na domiar złego zaś uchyla niekiedy zasłonę pozorów i odsłania przed nami przebłyski diabolicznej prawdy czyniącej je tysiąckroć ohydniejszym...H.P. Lovecraft

Finalnie Tesla vs Lovecraft nie jest jednak grą złą - jeśli przymknąć oko na żenujący 'przejdź grę, żeby skończyć tutorial' początek, to później jest całkiem przyjemnie. Wyższe poziomy trudności faktycznie są wymagające, czasami pojawią się fale elitarne, nieco bardziej wytrzymałe, wprowadzające trochę zamieszania, stałe ulepszenia za pomocą kamieni też dają więcej opcji pozwalając nieco budować to, jak chcemy prowadzić rozgrywkę. Do tego liczba przeciwników często sięga ponad 100 jednostek, co dla fanów tego typu rozgrywki to krwawy miód na uszy. Dla Crimsonlandowych masochistów dodano jeszcze tryb Endless pozwalający przypomnieć sobie bardziej klasyczne podejście do tematu - my versus nieskończone fale wrogich sił, wszystko by wybić się jak najwyżej na liście najlepszych.

Myślę, że jest to gra stricte dla hardkorowych fanów nieskrępowanej twin-stickowej młócki, choć myślę, że ci mogą odbić się od tego nieszczęsnego nudnego i prostackiego początku. A przypominam, że to dwie godziny grania żeby dostać się do właściwej gry... Wytrwałych czeka całkiem przyjemna sieczka, pozwalająca na odstresowanie się wybijając setki wrogów w trakcie zaledwie kilkuminutowych poziomów.