Generalnie czynne mamy zawsze. Rejestracja

Punch Line PS4 - Recenzja

Punch Line - okładka
  • 16+
  • Sex
Producent Wydawca Platforma Ostatnia Modyfikacja
5pb. pQube PS4 2018-09-13 13:05:51
7 / 10

Na Plus

  • ciekawa historia
  • humor
  • dobra, jako pierwsza opowieść wizualna (VN)

Na Minus

  • grafika nie powala
  • małe błędy techniczne (animacje)
  • dość prosta i prostolinijna
avatar

Zioman
17697 pkt.

ranga

Przed Wami gra, gdzie nasz główny bohater za mocno się podnieci widokiem majteczek, wielka asteroida przydzwoni w Ziemię, a cała ludzkość zostaje skazana na zagładę. Gra, w której będziemy starali się nakierować na odpowiednie tory cztery kobiety, dzięki czemu uda nam się zapobiec wyżej wspomnianej katastrofie. Gra, gdzie... a zresztą – zacznę od początku. Już dopiąłem swego – pierwsze zdanie będzie widniało na głównej, a mnie właśnie w ten sposób Punch Line kupił i skłonił do przeznaczenia czasu na poznanie losów Yuty Iridatsu.

Mamy tu do czynienia z dość nietypową produkcją, bo opartą o anime z 2015 roku – i to opartą tak wiernie, że oglądając kiedyś Punch Line znamy praktycznie całą grę (oprócz zakończenia, które jest tu trochę zmienione). Scenarzystą obydwóch produkcji jest Kotaro Uchikoshi, którego nazwisko nie każdemu jest znane, ale..., jeśli ktoś maczał (i to mocno) paluchy przy takich produkcjach jak trylogia Zero Escape, to zasługuje na moje zainteresowanie.

To była druga zachęcająca wiadomość z informacji prasowej, po której nie miałem wątpliwości – z chęcią podejmę się wyzwania recenzji tego tytułu, nieważne, ile par majtasów będę musiał zobaczyć (czy bardziej pominąć).

Punch Line (PS4) - Recenzja - Screen #1

Punch Line to dość liniowy przedstawiciel gatunku visual novel – ma on w Polsce małe grono wiernych fanów, a sam od czasu do czasu lubię dać się porwać jakiejś dobrej historii. Główny bohater, Yuta, zamieszkuje w Korai House wraz z czteroma innymi lokatorkami: słodką Narugino, członkinią girlsbandu She’s May; zamkniętą w sobie Ito, grywającą nałogowo w namiastkę MechWarriora online; ślamazarną acz pełną genialnych pomysłów i wynalazków Meikę oraz szukającą wielkiej miłości Raburę, której zajęciem jest bycie... medium. To ostatnie dość mocno się przyda, gdyż... ach tak, nie wspomniałem, że w grze jesteśmy duchem. No, ciałem astralnym.

Bez materialnej postaci wydawałoby się, że Yuta jest już skazany na wieczne potępienie i pałętanie się po ziemskim padole – ale nic z tych rzeczy. Już na samym początku astralny kot, Chiranosuke, wytłumaczy nam, że pomimo tego, że nasza cielesna powłoka została oddzielona od ducha, to nasze działania w astralnej formie mogą doprowadzić do końca świata. Albo – do jego ocalenia. Obecnie bowiem nasze ciało znajduje się w pokoju pod nami, do którego nie mamy dostępu (talizmany porozklejane po mieszkaniu). Kto wygonił nas z ciała? Dlaczego, kiedy widzimy damskie majtki, sprowadzamy na Ziemię asteroidę VR-1? I skąd w ogóle wziął się ten latający, wszechwiedzący sierściuch? Te pytania będą nam towarzyszyć przez długi czas...

Punch Line (PS4) - Recenzja - Screen #2

Czas, który przeznaczymy na odkrywaniu tajemnic – naszych oraz pozostałych lokatorów Korai House. Gra, oprócz nieodłącznych gatunkowi dialogów, dzieli się na dwie fazy – straszenia i psikusów. Straszenie pozwala nam na rozwijanie naszych umiejętności astralnych, co pozwala na większy wachlarz ruchów, dzięki którym mamy wpływ na mieszkańców domu. Wiecie o co mi chodzi – tutaj czymś potrząśniemy, tu zrzucimy z półki jakiś fant, a jeśli zamieszkująca pokój istotka z piskiem poderwie się do góry, to my zyskamy punkty. Zbierz ich odpowiednią ilość, a będziesz mógł przejść dalej – proste. Dosłownie, bo gra nie należy do tych trudnych – przeważnie mamy sporo możliwych ruchów, a nawet jeśli coś sknocimy, to szybki powrót w czasie (bycie poza ciałem ma swoje zalety) i możemy próbować od nowa. Uważajcie tylko na majtki!

Tak, ta część garderoby może przyprawić naszego bohatera o potężny krwotok z nosa. Gdy do tego dojdzie – nie ma przebacz, koniec świata. Dlatego podczas rozglądania się po pokojach uważamy i kiedy trzeba odwracamy wzrok, by nie zrobić z siebie większego zboczeńca, niż jesteśmy. Graficznie produkcja nie jest zbyt rewolucyjna (wyszła też na Vitę), zatem jeśli ktoś wyobrażał sobie babki z Dead or Alive w dwuznacznych pozach, to… smuteczek. Tak czy inaczej, gacie omijamy szerokim łukiem, by móc popchnąć historię do przodu. A ta jest nad wyraz ciekawa, chociaż bardzo wolno się rozkręca – powiem tylko, że druga połowa gry, pomimo mniejszej ilości „gry w grze”, jest tak zaskakująca, że bez zewnętrznego sprzętu nie nagramy z konsoli żadnego gameplay’u. Twórcy postawili na sztywną blokadę i dobrze, bo takiego obrotu spraw bym się nie spodziewał, a i nie chciałbym mieć go zepsutego przez jakiś zapis rozgrywki.

Punch Line (PS4) - Recenzja - Screen #3

Ok, było o straszeniu, to teraz trochę o psikusach – i nie, nie będziemy tu nękać nasze bohaterki, a raczej... doprowadzać do sytuacji, które będą nam pomagać w rozwikłaniu nękających nas tajemnic. Wiecie, tutaj przestawimy jakiś przycisk, tam ustawimy skórkę od banana, nasmarujemy łososia pastą wasabi... normalka. Po wybraniu i wykonaniu triku aktywującego, cała misternie tworzona machina zostaje wprawiona w ruch, a my możemy zobaczyć, czy nasze działania do czegoś doprowadzą czy może trzeba będzie je zmodyfikować, by osiągnąć upragniony cel. W jakimś stopniu przypominało mi to Sąsiadów z Piekła Rodem – ktoś to jeszcze pamięta?

A, na miłość Matki Boskiej Hentajowskiej – używajcie wciśniętego X’a do przewijania openingów i endingów poszczególnych odcinków. Ja wiem, że to nadaje grze tego animowanego klimatu, ale sama funkcja jest chyba tylko raz wspomniana. Ile razy sięgałem po pilot i przycisk MUTE, tylko żeby przetrwać te momenty… Na plus za to są wszelkie momenty, gdy anime zostało wplecione w gameplay – bardzo fajny zabieg.

Punch Line (PS4) - Recenzja - Screen #4

Jeśli chodzi o „serce” visual novel, czyli fabułę, to jest dobrze. Nie rewelacyjnie, bo (jak już wspomniałem) historia rozkręca się wolno, nie mamy do odkrycia kilku(nastu) zakończeń, a cała rozgrywka jest raczej mocno liniowa. Uchikoshi działa tu jednak całą parą i nieraz łapałem się za głowę, kiedy kolejny plot twist uderzał we mnie bez skrupułów. Niektóre motywy są tak nietypowe, że trochę mi zajęło ogarnięcie tego wszystkiego – scenarzysta spisał się na medal. Duża ilość naszych przygód będzie wypełniona humorem, który może nie jest najwyższych lotów, ale i tak nieźle napędza gracza do dalszej przygody.

Punch Line to poprawny przedstawiciel gatunku – nie za długi, niezbyt skomplikowany, nie wymaga od nas ponad 50 godzin na zobaczenie wszystkiego. To dobra pozycja na zapoznanie się z gatunkiem, pomimo nieco pogmatwanej historii. Nie wiem jednak, czy to gra warta swojej obecnej ceny – taniej wyjdzie nam obejrzeć sezon anime. To dwa różne media, ale efekt jest bardzo podobny.

Recenzent spędził z grą Punch Line około 15 godzin, zdobywając wszystkie z 50 dostępnych w grze trofeów. Jego platformą testową była konsola PlayStation 4 Pro. Recenzowana kopia została dostarczona przez wydawcę gry - firmę pQube.