Generalnie czynne mamy zawsze. Rejestracja

Dead by Daylight - okładka
  • 18+
  • Przemoc
  • Online

Dead by Daylight - PS4 - Recenzja

Producent Wydawca Platforma Ostatnia Modyfikacja
Behaviour Interactive Starbreeze Studios PS4 2017-07-13 15:54:54
5.5 / 10

Na Plus

  • świeże podejście do tematu zabijania
  • klimatyczna atmosfera potrafiąca przyspieszyć bicie serca

Na Minus

  • kulejący matchmaking
  • powtarzalna rozgrywka w tylko jednym trybie
  • grafika rodem z ps3

iszacht
901 pkt.

Mimo, że czas prawdziwej świetności gatunku slasherów straszących nas z ekranów kin mamy już od kilku dobrych lat za sobą, o czym świadczyć może przemijająca powoli moda na tę konwencję opowieści, to jednak rynek gier rządzi się innymi prawami i ciągle istnieje luka, którą mogłaby wypełnić ta odmiana survival horroru. Skrzętnie tę nisze wykorzystało studio deweloperskie Behaviour Interactive i rok po premierze na PC wprowadziło Dead by Daylight na konsole ósmej generacji.

Gra oparta na konwencji horroru klasy B, gdzie murzyn zawsze ginie pierwszy, ofiara bez broni w ciemności podąża za źródłem hałasu głośno wołając kto tam, zdeformowany obleśny typ z podnieceniem pucuje ostrze piły łańcuchowej, a wszystko to okrasza element paranormalny. To nie może się nie udać. Z taką też dewizą na ustach i potem na karku (bo jestem wielkim cykorem w grach) odpaliłam tę paskudę. Noc była ciemna, godzina mocno poważna, a muzyka w menu klimatyczna na tyle, że nie byłam już taka pewna, czy chcę po zmierzchu mieć do czynienia z czymś takim.

Pierwszym zaskoczeniem była grafika, która spokojnie mogłaby się świetnie odnaleźć na poczciwej PS3, a kolejnym brak trybu dla pojedynczego gracza. Gra w całości bazuje na trybie multiplayer opartym na asymetrycznej rozgrywce po jednej z dwóch stron barykady: czwórki bezbronnych nastolatków próbujących uciec z mapy, do czego niezbędnym jest uruchomienie 5 z 7 generatorów sterujących bramami i przy tym nie dać się zabić lub po przeciwnej stronie, wcielając się w jednego z sześciu dostępnych psychopatów, z których każdy ma swoiste unikalne umiejętności i styl gry.

Dead by Daylight - Recenzja (PS4) - Screen 1

Wydaje się proste? Niby tak, jednak nie. Smaczku całości dodaje fakt, że gdzieś tam z tyłu głowy cały czas miałam świadomość, że to nie bot podąża za mną próbując mnie upolować, a jakiś inny gracz z krwi i kości lubujący się z jakichś powodów w patroszeniu. W początkowych etapach rozgrywki stres za tym idący potrafi nieźle podkręcić tętno, a sama gra początkowo potrafi nieźle namieszać w głowie, mapy są małe, ale przenikliwie oddają powagę sytuacji.

Nie mamy co liczyć, że z czasem poznamy je na tyle, że spokojnie będziemy się po nich bujać - twórcy zadbali o to i przy każdym nowym meczu pewne elementy ulegają zmianie. Asymetryczna rozgrywka jest dobrze zbalansowana i w żaden znaczący sposób nie wpływa na to, że któraś ze stron ma łatwiej. Grając survivolsem możemy w pojedynkę próbować swoich sił podczas zmagań z sekwencjami QTE przy generatorze, jesteśmy jednak wtedy wystawieni na świeczniku, a każdy nasz błąd podczas uruchamiania maszynerii zostanie odnotowany przez zabójcę wskazując mu naszą lokalizację.

Dead by Daylight - Recenzja (PS4) - Screen 2

Pomocny w rozgrywce okazuje się tutaj terror radius, który narastającym biciem serca informuje nas o zbliżającym się do naszej postaci zagrożeniu. Możemy także próbować sił grając w grupie, jak to jednak w życiu bywa - każdy sobie rzepkę skrobie i jakoś specjalnie nie ma co liczyć na wsparcie naszych współtowarzyszy niedoli. Dotyczy to również ewentualnego oswobodzenia nas przez współgrających jeżeli zostaniemy pojmani. Niestety ani razu tego nie miałam okazji doświadczyć, a to współpraca tutaj jest słowem kluczem. Rozgrywka zespołowa niestety nie jest taka prosta, jak by się mogło wydawać. Jeżeli masz ochotę pobawić się z kolegami zostaje ci tylko opcja prywatnego meczu, za który nie zdobędziesz punktów doświadczenia, a co za tym idzie, nie rozwiniesz drzewka postaci. Twórcy w najbliższej przyszłości obiecali uzupełnić zawartość o tworzenie drużyn, no zobaczymy.

Wcielając się w uciekiniera obserwujemy rozgrywkę z perspektywy trzeciej osoby, co znacząco ułatwia zadanie. Dzięki temu zabiegowi mamy szerszy podgląd na otaczające nas środowisko. Grając zabójcą widok na pole gry mamy natomiast z perspektywy pierwszej osoby, co z kolei znacząco zawęża pole widzenia. Wybierając konkretnego killera decydujemy się na przypisany do niego styl gry, podobnie sprawa wygląda z survivilsami. Każdy ma specjalne umiejętności i perki, które rozwija się za pomocą otrzymanej w grze waluty - kropli krwi. O ile uciekinierzy to takie randomowe nie wyróżniające się niczym specjalnym postaci, to zabójcy do złudzenia przypominają kultowych głównych bohaterów slasherów i horrorów minionych lat.

Dead by Daylight - Recenzja (PS4) - Screen 3

Zamiast postawić na coś nowego, postanowiono zainwestować w sprawdzone wizerunki, dzięki takiemu zabiegowi wybierać możemy spośród kalek miedzy innymi Pinheada, Leatherfaca, Jasona, czy też postaci z Silent Hill, Grim Reapera i Wendigo. Mapki początkowo wydawały mi się zbyt małe, grając jednak zabójcą szybko zmieniłam zdanie. Wcale nie tak prostą sprawą, jak może się początkowo wydawać jest wytropienie i doprowadzenie do wbicia na hak naszej zwierzyny. Lokalizacje oferują różnorodne miejsca, w których można się schować, począwszy od szaf, a skończywszy na skałach. Jeżeli jednak uda nam się po śladach, tudzież dźwiękach natrafić na naszego zajączka, pozostaje nam jeszcze go złapać i oprawić. Nie jest to zadanie proste. Każdą z ofiar należy dwukrotnie trafić, by powalić ją na ziemię (wyjątkiem jest Hillbilly).

Dead By Daylight oferuje klimatyczne, mroczne i potrafiące zjeżyć włos na karku lokacje. Mgła, udźwiękowienie i permanentne poczucie zagrożenia bazującego na pierwotnych ludzkich instynktach z pewnością miały solidny potencjał. Gra starszy jednak krótko i mocno tendencyjnie. Do wyboru jest tylko jeden tryb, a całość wygląda bardziej na betę, albo i nawet alfę, niż w miarę już ukończoną i czekającą na pociąg do tłoczni grę. Niby widać tutaj jakiś kunszt i zamysł dotyczący pomysłu, co mi jednak po koniu krwi szlachetnej, nawet półarabskiej, skoro jest kulawy już w boxie, przedwcześnie się pieni, w sumie czekając na falstart.

Dead by Daylight - Recenzja (PS4) - Screen 4

Mogło być tak pięknie, a nie jest. Szkoda. Jak w takich produkcjach się specjalnie nie lubuję to muszę grze oddać, że dawno się tak nie bałam, krótko ale jednak intensywnie. Trzeba przyznać, że gra stracha potrafi rozbujać konkretnie. Uczucie immersji jednak dość szybko przemija i zostajemy z jednym trybem, który szybko się nudzi. Wypadało by jeszcze wspomnieć o lobby, gdzie w oczekiwaniu na matchmatching spokojnie można zakwitnąć lub zapuścić korzenie. Możliwe, że problem leży po stronie popularności gry i najzwyczajniej w świecie nie ma zbyt wielu chętnych na krwawą potyczkę. Niemniej jeżeli dołączasz do gry szanse masz większe na w miarę bardziej poprawne powiedzmy znalezienie kompana, niż przy zakładaniu nowej gry jako zabójca.

Fajnie, że miałam okazję styczności z tym tytułem, bo definitywnie było to specyficzne i niecodzienne przeżycie. Niestety kontrowersyjne odczucia jakie ta gra zapewnia to za mało, a ilość treści, jaką na chwilę obecną ma nam do zaoferowania w moim odczuciu całkowicie dyskwalifikują ją w stawaniu w szranki po sukces z innymi grami w podobnych klimatach, które przecież także zaczynają się pojawiać.